Ua Pl En

Spotkanie Gildy z Magdaleną

W dniach 21, 22, 23 grudnia odbyła się w Operze Wrocławskiej premiera “Rigoletta” Giuseppe Verdiego w inscenizacji i reżyserii Michała Znanieckiego, pod kierownictwem muzycznym Ewy Michnik. W pierwszym dniu widzowie mieli okazję posłuchać w partiach głównych tak znakomitych śpiewaków jak: Andrzej Dobber (Rigoletto), Aleksandra Kurzak (Gilda), Gregory Turay (Książę Mantui). Wspaniale spisał się i tym razem Bogumił Palewicz reżyserując światła, które w pełni oddawały nastrój każdej sceny. Największym chyba zaskoczeniem dla publiczności była bardzo sugestywna scenografia i kostiumy, zaprojektowane również przez Michała Znanieckiego.

Jak zapowiadał Michał Znaniecki, w tym przedstawieniu ogromne znaczenie miały kostiumy. Wszystkie kobiety, które pojawiają się na scenie z wyjątkiem Gildy, a później odartej z kurtyzanowości Magdaleny, mają takie same stroje, uczesanie, makijaż – elżbietańskie suknie, wysokie czoła, bujne peruki, wybielone pudrem twarze. Przypominają bardziej odantropomorfizowane, przerażające lalki, niż żywe istoty. Nie bez znaczenie jest również biel, w którą są spowite. Nie kojarzy się ona jednak z niewinnością dziewcząt, które zostaną wykorzystane przez Księcia, ale raczej z chłodem, martwotą. Takie też ubranie kobiet ma pokazać, że każda z nich będzie traktowana jednakowo przez Księcia. Hrabina Ceprano ma podobny kostium z tym, że ma do połowy odsłoniętą twarz i w połowie podartą suknię. Pokazuje to, że Książę zaczyna widzieć w niej osobę, zaczyna widzieć krzywdę, jaką jej wyrządził. Zanim jednak zaszła z nim w ciążę, była zabawką, jedną z wielu. Kostium w tym przedstawieniu ilustruje również to, że na co dzień zakładamy różne maski, w zależności od roli, jaką w danym momencie gramy, i tak np. Gilda, gdy spotyka się z ojcem przed porwaniem, ma na sobie sukienkę bardziej odpowiednią dla małej dziewczynki, jaką chce w niej wciąż widzieć Rigoletto, niż dla młodej kobiety, którą jest. Gilda ma świadomość tej pozy, dlatego po odejściu ojca zrzuca dziecięce wdzianko i zostaje w prostej, skromnej, ale kobiecej sukience, która obrazuje również jej szczerość, naturalność, świeżość, niewinność. Później też broni tego kostiumu przed dworzanami, którzy o dziwo nie chcą jej z niego rozebrać, a chcą ją ubrać tak, jak ubrane były wszystkie inne kochanki Księcia, by zatuszować jej indywidualność i wyjątkowość. Później zaś Rigoletto założy Gildzie na tę sukienkę czarny płaszcz smutku, żalu, rozczarowania, który wcale nie będzie wyrażał jej prawdziwych uczuć. Zaś w scenie, gdy Gilda postanawia oddać życie za ukochanego, przebiera się na oczach widzów w strój męski – ubiera się w odwagę.

Podobnie jest z innymi postaciami, które wciąż ogrywają, zmieniają kostiumy. Książę, gdy przychodzi do Gildy przebrany za studenta, nie tyle chce ją oszukać, że jest kimś innym, ale manifestuje, kim wolałby być – biednym, ale wolnym od konwencji, mogącym kochać tego, kogo chce i być tym, kim jest. Dworzanie porywający córkę błazna nie zakładają masek tylko dlatego, że takie wówczas były zwyczaje i zabawy. Ich maską jest kłamstwo, że chcą porwać żonę sąsiada. Sparafucile nim stanie się konkretnym, płatnym zabójcą, ma na sobie skrzydła anioła zagłady, śmierci, niekończącej się vendetty.

Również scenografia choć bardzo ascetyczna, wiele mówi o sytuacji w jakiej znajduje się postać, wiele znaczy: Dom Rigoletta jest klatką z huśtawką podobną do klatki dla ptaków. Sypialnia Księcia jest zamknięta przed dworzanami tylko wówczas, gdy dzieje się w niej coś znaczącego, intymnego. Książę przez nieobecność na scenie w trakcie morderstwa Gildy, staje się niemalże uniewinniony. Rzeka, do której ma być wrzucone ciało Gildy, jest rzeką żywych trupów. To dwór bez uczuć, zatwardziały w swym okrucieństwie, zgniły moralnie. Scenografia również na naszych oczach sukcesywnie się rozpada, tak jak rozpada się świat Rigoletta, Księcia, Gildy. Niezauważalnie pękają ściany, szklany dach, przychodzi burza, nastaje ciemność, z której światło wyłoni się tylko dla tej, która potrafiła kochać i wybaczyć.

Najciekawsze zaś w tej inscenizacji jest nowe odczytanie libretta. Ukazanie Księcia zakochanego, który może nie do końca potrafi walczyć o kobietę, którą kocha. Nie potrafi zedrzeć swojej maski księcia libertyna. Jednak od samego początku nie jest zainteresowany tym, co się dzieje na dworze. W pierwszej scenie tańczy menuety, ale robi to zupełnie mechanicznie, jest gdzie indziej, jest myślami przy dziewczynie, którą widuje w kościele i która poruszyła jego serce. Zupełnie inaczej działa, gdy Gilda jest obok. Okazuje się, że potrafi być namiętny i gorący. Scena rozstania w domu Rigoletta jest na to najlepszym dowodem. Książe odchodzi i wraca wielokrotnie, by jeszcze raz powiedzieć “żegnaj”, by jeszcze raz uścisnąć dłoń Gildy, by otrzymać jeszcze jeden pocałunek. Rozpacza w swej sypialni, gdy orientuje się, że dziewczyna została porwana, poprzysięga zemstę sprawcom. I nagle znów musi założyć maskę, bo wracają dworzanie, którzy chcą pochwalić się panu, jak wykradli “kochankę” błazna. Książę śmieje się z nimi z tego, jak to Rigoletta dodatkowo oszukano angażując go w uprowadzenie, ale, gdy widzi Gildę w swojej komnacie sypialnej wyszydzaną i na siłę przebieraną przez dworzan, przepędza ich, zamyka drzwi, zostaje z kochanką sam. Już nie chce chwalić się swoimi wyczynami, pragnie intymności. Dworzanie są zdziwieni jego reakcją. Próbują podejrzeć, co dzieje się w alkowie. A gdy w końcu otwierają się drzwi, przez które wpada rażony ciosem laski Rigoletto, widzimy Księcia i Gildę w czułych objęciach. Dziewczyna nie jest tu ofiarą, która prosi ojca, by wybaczył jej “oprawcy” w imię chrześcijańskich uczuć. Jest przekonana, że Książę ją kocha, a religia jest tylko pretekstem, by owe wybaczenie i zaniechanie zemsty na Rigoletcie wymóc. Zanim też zostanie zabrana z pałacu przez ojca, stara się jeszcze choć na chwilę wrócić do Księcia, a i on znów nie potrafi się z nią rozstać. Później Książę jest załamany, nie wie, gdzie jest jego ukochana. Myśli, że o nim zapomniała, więc i on stara się o niej zapomnieć w ramionach Magdaleny. Nie jest to takie proste, dlatego zdziera z Magdaleny perukę, suknię kurtyzany, zmywa jej makijaż. Magdalena wówczas staje się prawie lustrzanym odbiciem Gildy, ale to jednak za mało. Odtrąca zaloty Magdaleny, a kiedy znajduje się z nią na deskach sceny, to nie widzimy czułego aktu miłosnego, ani nawet próby zaspokojenia przez niego popędu. To zwyczajny gwałt, z tym, że to Książę jest gwałcony przez Magdalenę. Gdy cichną ostatnie takty “Bella Figlia Dell'amore”, Książę zniesmaczony zapina spodnie i odtrąca Magdalenę, która nie rozumie, co się dzieje. Czy źle wykonała swoją pracę? Przecież przed chwilą ten mężczyzna starał się odnaleźć w niej kobietę, wyznawał jej miłość, ale to nie ona była adresatką tych słów. Książę ze smutkiem, rozżaleniem mówił jej wszystko to, co chciałby powiedzieć Gildzie. Jego “La donna e mobile” jest skargą, do pewnego stopnia wulgarną piosnką.. I też ten stan Księcia zaczyna rozumieć Gilda, dlatego postanawia za niego oddać życie. Magdalena zaś w tej inscenizacji przestaje być tylko figurą potrzebną do ukazania “nikczemności” Księcia. Staje się żywą, czującą istotą, która widzi jego cierpienie i zaczyna mu współczuć, bo choć jej sam nie kocha, pokazał jej, że istnieje coś takiego, jak miłość i dlatego chce go właśnie ocalić, bo i czegóż wcześniej mogła doświadczyć od mężczyzn będąc prostytutką? Być może to właśnie Książę dał jej najpiękniejsze chwile, nadzieję na istnienie miłości. Bardzo konsekwentnie w tej inscenizacji Gilda z Magdaleną są swoimi lustrzanymi odbiciami. Odbicie lustrzane ma to do siebie, że jest odwróconym obrazem: “ja uratuję Księcia oddając za niego życie” -myśli Gilda; “ja uratuję Księcia zabiję innego człowieka” – myśli Magdalena. I tak też się dzieje - w tej inscenizacji to nie Sparafucile zabija córkę błazna, robi to jego siostra, a Książę daleko wycofany, zatopiony w swym smutku, jest nieświadom kolejnej tragedii, która się wydarza na skutek jego życia przeciw sobie.

Bardzo ciekawym zabiegiem, było wprowadzenia na scenę postaci alter ego Rigoletta, która pojawia się na samym początku przedstawienia oraz w scenie porwania Gildy, a także wprowadzenie postaci, która pokazuje, jak Gilda jawi się po wyjściu z komnaty Księcia ojcu. Właśnie jako zrozpaczona, wykorzystana, nieszczęśliwa, sprowadzona do roli przedmiotu seksualnego i ta postać ma być uzasadnieniem dążenia Rigoletta do zemsty.

Pochwalić należy doskonale przygotowany chór przez Panią Orawską, który nie tylko pięknie zaśpiewał, ale też świetnie zagrał aktorsko. Ważne okazało się także wsparcie udzielone przez statystów, zwłaszcza przy trudniejszych muzycznie partiach. To właśnie statyści porwali Gildę, gdy chór śpiewał “Zitti, zitti, muoviamo a vendetta”.

21 grudnia doskonale wykreowany i zaśpiewany na scenie Rigoletto przez Andrzeja Dobbera. Burza oklasków dla Aleksandry Kurzak za Gildę, zwłaszcza za arię “Caro nome”. Dobrze zaśpiewany, gorzej zagrany Książę przez Gregorya Turaya. 22 grudnia kto nie był, może tylko żałować – cudnie zaśpiewana i rewelacyjnie zagrana Gilda przez młodziutką sopranistkę, jeszcze studentkę, Aleksandrę Kubas. Nie tylko gest i głos, ale również, co rzadko się u śpiewaków zdarza, mimika podkreślały wszelkie emocje postaci, a smukła, młodzieńcza sylwetka i anielska twarz sprawiły, iż rzeczywiście zobaczyliśmy na scenie szesnastoletnią Gildę. Dużo lepiej zagrany niż dnia poprzedniego Książę Mantui, a ośmielę się stwierdzić, że równie dobrze zaśpiewany przez Arnolda Rutkowskiego. Ogromne brawa również dla Magdaleny – Iryna Zhytynska. Nie zawiódł też Bogusław Szynalski w roli Rigoletta. Ogóle wrażenie po przedstawieniu sobotnim dużo lepsze, niż po piątkowym.

W sobotę odczułam, iż wypełnia się wizja “Rigoletta” Michała Znanieckiego, o której opowiadał mi podczas wywiadu udzielonego przed premierą.

Sztuka godna polecenia. Osobiście wybiorę się raz jeszcze.

Opera Wrocławska, “Rigoletto”, kompozytor: Giuseppe Verdi, reżyseria: Michał Znaniecki, inscenizacja: Michał Znaniecki, scenografia: Michał Znaniecki, kierownictwo muzyczne: Ewa Michnik, choreografia: Bożena Klimczak, przygotowanie chóru: Małgorzata Orawska, reżyseria świateł: Bogumił Palewicz
Premiera: 21,22,23 grudnia 2007

Iwona Rzeźnicka
Dziennik Teatralny Wrocław
29 grudnia 2007

fot. Malgorzata Chrastek